Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MOIM OKIEM. Pokaż wszystkie posty

Jesienne menu oraz organizator na wrzesień do pobrania!

Dzisiejszego wieczoru postanowiłam Was troszkę zaskoczyć. Oprócz przedstawienia kilku jesiennych przepisów dołączam dodatkowo do pobrania Organizator pracy na wrzesień :)
Przepisy to przede wszystkim dania z dynią, choć nie mogłam się powstrzymać aby dorzucić również pieczone pomidorki z cynamonem oraz moje ulubione danie na chłodne dni - Cottage pie.
Czas na przepisy i na organizator. Enjoy!




Dni, które nie należą do miesiąca wrzesień zostały oznaczone charakterystycznymi "ptaszkami" :)
Organizator wbrew pozorom jest bardzo wygodnym narzędziem na co dzień. Po wydrukowaniu wystarczy przymocować go do lodówki/tablicy.
W naszym organizatorze zapisujmy wszystko co dotyczy danego miesiąca - urodziny, imieniny, zadania do wykonania itp. Wkrótce przygotuję dla Was kolejne materiały do druku i mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu :)

Poniżej linki do moich ulubionych jesiennych pozycji:





Centrum Zarządzania Światem, czyli jak PYSZNIE zjeść na Pradze

Niepozorna okolica, pobliskie sąsiedztwo Urzędu Skarbowego na Pradze, zaraz obok remont i nieudolny pan remontowiec, starający się wyskrobać z wymazanej zaprawą elewacji poprzedni wzór. Kilka kroków od sygnalizacji świetlnej znajduje się miejsce wyjątkowe, sami "właściciele" nazywają je mianem niezobowiązującego domu kulinariów i kultury. Bez wątpienia klubokawiarnia o wdzięcznej nazwie "Centrum Zarządzania Światem" jest jednym z tych unikatowych miejsc na mapie kulinarnej Warszawy gdzie można zjeść coś naprawdę PYSZNEGO!


Już po poproszeniu o rachunek, zapytałam pośpiesznie czy nie będą mieli nic przeciwko wystawieniu recenzji, najpierw pojawiła się odpowiedź, że nie ale za chwilę szybkie pytanie czy będzie ona na plus czy na minus - oczywiście recenzja jest na olbrzymi plus! W skali 1-6, klubokawiarnia zyskała w naszych oczach ocenę 6 i to bez żadnego minusa. A teraz czas na relację z naszej wizyty :)

Na początku jednak przepraszam za brak własnych zdjęć, poniższe pochodzą ze strony Centrum Zarządzania Światem na Facebooku.

Tuż po wejściu do lokalu przywitał nas loftowy klimat - nie ukrywam, że obawiałam się, że spotka nas w nim to samo co w pobliskim (tuż za rogiem) lokalu, który zaskoczył nas kiepską obsługą oraz fatalnym jedzeniem. Jednakże, ku mojemu zaskoczeniu, obsługa, tzn. sympatyczny chłopak, który naprawdę sprawnie i z uśmiechem reagował na wchodzących do knajpki, była naprawdę profesjonalna!

Po przejrzeniu menu, w tym ciekawej pozycji w postaci rekina w sosie orzechowym (!), w końcu zdecydowaliśmy się na chrupiące polędwiczki podane na truflowym puree wraz z groszkiem cukrowym (zdjęcie poniżej) oraz kaczkę podaną na klasycznym puree z mixem sałat - inwencja twórcza kucharza w związku z brakiem któregoś ze składników do przygotowania pozycji z karty dań. W oczekiwaniu na dania mieliśmy okazji rozejrzeć się po wnętrzu - naszą uwagę przykuł przede wszystkim regał znajdujący się w ścianie, który w efekcie końcowym okazał się pełnić również funkcję drzwi… Nie zdziwił mnie zatem napis na samej górze "Inny wymiar" :)
Meble to przede wszystkim mieszanka różnych starych mebli, które idealnie współgrały z ceglanymi ścianami oraz stojącą lampą z dużym abażurem.

Ale wracając do jedzenia…

Podane polędwiczki były niesamowicie chrupiące, a puree truflowe wyraziste w smaku. Szczególnie przypadło do gustu Aleksandrowi, który z chęcią podbierał mi je z talerza :)
Kaczka również była wyśmienita - rozpływała się w ustach, a mix sałat doprawiony tak subtelnie, można by powiedzieć, że zwieńczył dzieło kucharza :)

Centrum Zarządzania Światem to naprawdę miejsce warte uwagi. Od dawna nie mieliśmy okazji zjeść czegoś równie dobrze przyrządzonego i z pewnością nie byliśmy tam po raz ostatni! To dopiero pierwsza nasza wizyta w tym miejscu i zamierzamy tu wracać niejednokrotnie.


Centrum Zarządzania Światem znajdziecie w sieci: http://www.centrumswiata.com
oraz bezpośrednio pod adresem: Stefana Okrzei 26, 03-710 Warszawa

Polecamy, bo warto!

Eko - eto, czyli czas zmian DZIAŁAJ LOKALNIE!

www.eko.bosbank.pl
    W jednym z numerów Polityki, który ukazał się jakoś na początku maja, trafiłam na świetny artykuł poruszony przez Martę Sapałę. Temat prosto z okładki "Wyznawcy eko - eto. Nowa ideologia podbija miasta". Napis na tle zdjęcia przedstawiającego swojsko ubraną dziewczynę z wiklinowym koszem pełnym warzyw, tuż obok rustykalny rower z rabarbarem wystającym z koszyka, wszystko to wpłynęło na chęć zapoznania się z tym artykułem i co więcej, tak długo treść odbijała się echem w mojej głowie aż postanowiłam sama o nieco poruszyć tą kwestię.
    Chyba już większość osób zdążyła zauważyć, bądź podporządkować się trendowi zdrowej żywności, bycia "eko", wspierania lokalnej działalności. Nie zawsze jednak ten trend pozwalał na przyłączenie się do grupy eko osób, których zasoby finansowe nie przekraczały wynagrodzenia przeciętnego pracownika na etacie. Dorzucając do tego model rodziny, przynajmniej 2+1, ciężko jest pozwolić sobie na ekologiczną żywność, której ceny wielokrotnie przekraczają te, które oferują nam dyskonty. Mimo to wiele osób chce pozwolić sobie na oderwanie od betonowego świata, powoli pęd za kasą, karierą i ciągłym wspinaniem się po jej szczeblach zaczyna mieć mniejsze znaczenie. Coraz więcej osób zauważa jak wiele traci wciskając się w wiecznie żywy wyścig szczurów, zapominając o sobie, o relacjach międzyludzkich, zwykłemu życzliwemu sąsiedztwu. Rzadko zdarza się teraz aby osoby mieszkające w bloku, w jednej klatce znały się na tyle aby swobodnie razem porozmawiać, nie mówiąc już o spędzaniu wspólnego czasu!
Czasami ta kwestia zmienia się, jak dobrze to zauważyła autorka artykułu, w chwili pojawienia się na świecie dziecka. Matki, ojcowie, którzy zamierzają wychowywać dziecko nie podrzucając go co chwilę z miejsca na miejsce, bądź pozostawiając na łasce opiekunki, dużo łatwiej nawiązują kontakty z innymi rodzicielami, wychodząc wspólnie na spacery, pikniki, a wraz ze wzrostem dziecka, nawiązywaniu przyjaźni z dziećmi sąsiadów, spędzając ze sobą coraz więcej czasu. I wtedy pojawia się również myśl - dlaczego by nie wykorzystać kawałka ziemi, dostępnego chociażby przed blokiem.
    Dawniej wokół bloków, prócz typowych zasadzonych kwiatami mini ogródków, można było znaleźć grządki z marchewką, pietruszką, szczypiorkiem. Obecnie dostępne w sklepach stoiska z ziołami pozwalają na namiastkę własnego ogródka w obrębie własnego mieszkania, lecz to powoli jest za mało! Sama nie posiadam balkonu, a jedynie szeroki gzyms tuż za oknem i pierwsza myśl jaka przeszła mi na myśl to wybudowanie stelażu, zbudowanie własnego mini ogródka. Pan Aleksander oczywiście wyśmiał mnie, nazywając mnie "zasranym ogrodnikiem", tylko dlatego, że chciałam posadzić sobie za oknem nie tylko szczypiorek ale właśnie również marchewkę, rzodkiewkę... Ale jak widać, nie każdy rozumie taką potrzebę. Mi jednak brakuje dostępu do czegoś własnego, drobnych, prawie nic nie znaczących plonów, które mi osobiście mogłyby przynieść sporą satysfakcję oraz przede wszystkim własne podstawowe warzywka, chociażby stanowiące dodatek do sałatki.
Moja mama poszła o krok do przodu. Z racji tego, że mieszka w domu jednorodzinnym, a po dawnym warzywniku w ogrodzie nie widać dawno śladu, wygospodarowała ostatnio miejsce na mały inspekt - zasadziła tam pomidorki koktajlowe, które pięknie pięły się w górę aż podczas weekendowej wizyty byłam świadkiem przesadzania ich z inspektu do dużych donic aby mogły już samodzielnie rosnąć. Ile dumy i zachwytu było widać po mojej mamie - bezcenne!
Również w mieście takie działania mogą mieć miejsce! Niezależnie od tego czy mamy do dyspozycji własny skwarek ziemi czy też nie. Odnosząc się do treści artykułu, w Warszawie podobno są już grupy osób, które wspólnie uprawiają porzucone działki, a zebrane plony dzielone są proporcjonalnie do wkładu pracy. Co więcej, wspólną inicjatywę zaczynają wspierać różne instytucje - chociażby Służewski Dom Kultury w Warszawie, który w tym sezonie udostępnił dla sąsiadów wspólny warzywniak.
    Nie wiem z czego to wynika, być może z faktu, że lubię czerpać satysfakcję z czegoś co powstało dzięki pracy moich rąk, ale jestem wielką zwolenniczką takich zmian. W pełni popieram również działania społeczne, które poniekąd "zmuszają" do pracy grupowej, nawiązywania kontaktów i przede wszystkim uczenia się życzliwości względem drugiej osoby, czego tak naprawdę w polskim społeczeństwie brakuje. W końcu o wiele przyjemniej żyje się wśród ludzi, którzy życzą nam dobrze, wspierają nas i pomagają niż na każdym kroku doszukiwać się nieprzyjemności i obawiać się zła czyhającego tuż za rogiem, tylko dlatego, że ciężko jest nam się wysilić na choćby jeden uśmiech skierowany do drugiego człowieka.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...