Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty

19 propozycji na świąteczny stół, polecam!

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszyscy, którzy w tym roku przygotowują Święta już pochłonięci są sprzątaniem, wypróbowywaniem przepisów albo przynajmniej poszukiwaniem świątecznych inspiracji. Dlatego też wychodzę Wam naprzeciw i przedstawiam listę 19 przepisów, które możecie zaserwować swojej rodzinie oraz gościom. Mam nadzieję, że przepisy się Wam przydadzą :)

Ściskam,
Monika


1. http://www.maxymonium.com/2013/12/sledz-w-sosie-musztardowym.html


2. http://www.maxymonium.com/2013/12/pierogi-ruskie.html


3. http://www.maxymonium.com/2013/12/ryba-smazona-z-imbirem-oraz-porem.html


4. http://www.maxymonium.com/2013/11/swiateczna-pieczen-z-poledwicy.html


5. http://www.maxymonium.com/2013/11/roladki-ze-sliwka.html


6. http://www.maxymonium.com/2013/09/pieczona-piers-z-indyka-w-masle.html


7. http://www.maxymonium.com/2013/09/pieczona-piers-kaczki-z-sosem-borowkowym.html


8. http://www.maxymonium.com/2013/11/gratin-dauphinois-czyli-zapiekanka.html


9. http://www.maxymonium.com/2013/11/carpaccio-z-burakow.html


10. http://www.maxymonium.com/2013/11/koszyczki-z-kurczakiem-sosem-koperkowym.html


11. http://www.maxymonium.com/2013/09/szarlotka-poduszkowa.html


12. http://www.maxymonium.com/2013/09/podsmazane-pierogi-z-kaczka-oraz.html


13. http://www.maxymonium.com/2013/09/aromatyczne-pieczone-figi-z-blue-cheese.html


14. http://www.maxymonium.com/2013/09/pieczony-pstrag-z-zioami.html


15. http://www.maxymonium.com/2013/07/osos-marynowany-z-cebulka-oraz-zielonym.html


16. http://www.maxymonium.com/2013/02/osos-miodowo-musztardowy-z-pikantnym.html


17. http://www.maxymonium.com/2012/11/aromatyczne-poledwiczki-wieprzowe-wraz.html


18. http://www.maxymonium.com/2012/08/rolada-z-kurczaka.html


19. http://www.maxymonium.com/2012/12/piernik-swiateczny.html


La cuisine française, czyli stara książka z przepisami - testować?

W ostatni weekend, podczas szperania na targu ze starociami, trafiłam na starą książkę kucharską z francuskimi przepisami. Jest to zbiór tradycyjnych dań, jednakże książka wzbudziła we mnie zachwyt, ponieważ zawiera naprawdę tak szeroki wachlarz potraw, że aż miło popatrzeć ;)
Zastanawiałam się więc czy oprócz testowania we własnej kuchni byłby ktoś zainteresowany chociaż kilkoma przepisami… Póki co zabieram się do pracy, a w kuchni już pachnie! A poniżej kilka pozycji, które znalazły się w książce.

zdjęcie z sieci

1. Horloge de Sylvestre, czyli Tort "Zegar Sylwestrowy"
2. Asperges  a la sauce Mornay, czyli Szparagi w sosie Mornay
3. Courgettes a la marseillaise, czyli Kabaczki po marsylsku
4. Tartelettes de volaille, czyli Tartaletki z mięsem drobiowym
5. Quiche froide au thon, Tarta z tuńczykiem
6. Morue en tourte, czyli Dorsz w cieście francuskim
7. Perdreaux rotis a la feuille de vigne, czyli Kuropatwy pieczone w liściach winorośli
8. Lapin au roquefort, Królik w sosie rokpol
9. Poulet a la charantaise, Kurczak z Charente
10. Coquilles de poisson gratines, czyli Ryba w kokilkach

…oraz wiele, wiele innych :)

Eko - eto, czyli czas zmian DZIAŁAJ LOKALNIE!

www.eko.bosbank.pl
    W jednym z numerów Polityki, który ukazał się jakoś na początku maja, trafiłam na świetny artykuł poruszony przez Martę Sapałę. Temat prosto z okładki "Wyznawcy eko - eto. Nowa ideologia podbija miasta". Napis na tle zdjęcia przedstawiającego swojsko ubraną dziewczynę z wiklinowym koszem pełnym warzyw, tuż obok rustykalny rower z rabarbarem wystającym z koszyka, wszystko to wpłynęło na chęć zapoznania się z tym artykułem i co więcej, tak długo treść odbijała się echem w mojej głowie aż postanowiłam sama o nieco poruszyć tą kwestię.
    Chyba już większość osób zdążyła zauważyć, bądź podporządkować się trendowi zdrowej żywności, bycia "eko", wspierania lokalnej działalności. Nie zawsze jednak ten trend pozwalał na przyłączenie się do grupy eko osób, których zasoby finansowe nie przekraczały wynagrodzenia przeciętnego pracownika na etacie. Dorzucając do tego model rodziny, przynajmniej 2+1, ciężko jest pozwolić sobie na ekologiczną żywność, której ceny wielokrotnie przekraczają te, które oferują nam dyskonty. Mimo to wiele osób chce pozwolić sobie na oderwanie od betonowego świata, powoli pęd za kasą, karierą i ciągłym wspinaniem się po jej szczeblach zaczyna mieć mniejsze znaczenie. Coraz więcej osób zauważa jak wiele traci wciskając się w wiecznie żywy wyścig szczurów, zapominając o sobie, o relacjach międzyludzkich, zwykłemu życzliwemu sąsiedztwu. Rzadko zdarza się teraz aby osoby mieszkające w bloku, w jednej klatce znały się na tyle aby swobodnie razem porozmawiać, nie mówiąc już o spędzaniu wspólnego czasu!
Czasami ta kwestia zmienia się, jak dobrze to zauważyła autorka artykułu, w chwili pojawienia się na świecie dziecka. Matki, ojcowie, którzy zamierzają wychowywać dziecko nie podrzucając go co chwilę z miejsca na miejsce, bądź pozostawiając na łasce opiekunki, dużo łatwiej nawiązują kontakty z innymi rodzicielami, wychodząc wspólnie na spacery, pikniki, a wraz ze wzrostem dziecka, nawiązywaniu przyjaźni z dziećmi sąsiadów, spędzając ze sobą coraz więcej czasu. I wtedy pojawia się również myśl - dlaczego by nie wykorzystać kawałka ziemi, dostępnego chociażby przed blokiem.
    Dawniej wokół bloków, prócz typowych zasadzonych kwiatami mini ogródków, można było znaleźć grządki z marchewką, pietruszką, szczypiorkiem. Obecnie dostępne w sklepach stoiska z ziołami pozwalają na namiastkę własnego ogródka w obrębie własnego mieszkania, lecz to powoli jest za mało! Sama nie posiadam balkonu, a jedynie szeroki gzyms tuż za oknem i pierwsza myśl jaka przeszła mi na myśl to wybudowanie stelażu, zbudowanie własnego mini ogródka. Pan Aleksander oczywiście wyśmiał mnie, nazywając mnie "zasranym ogrodnikiem", tylko dlatego, że chciałam posadzić sobie za oknem nie tylko szczypiorek ale właśnie również marchewkę, rzodkiewkę... Ale jak widać, nie każdy rozumie taką potrzebę. Mi jednak brakuje dostępu do czegoś własnego, drobnych, prawie nic nie znaczących plonów, które mi osobiście mogłyby przynieść sporą satysfakcję oraz przede wszystkim własne podstawowe warzywka, chociażby stanowiące dodatek do sałatki.
Moja mama poszła o krok do przodu. Z racji tego, że mieszka w domu jednorodzinnym, a po dawnym warzywniku w ogrodzie nie widać dawno śladu, wygospodarowała ostatnio miejsce na mały inspekt - zasadziła tam pomidorki koktajlowe, które pięknie pięły się w górę aż podczas weekendowej wizyty byłam świadkiem przesadzania ich z inspektu do dużych donic aby mogły już samodzielnie rosnąć. Ile dumy i zachwytu było widać po mojej mamie - bezcenne!
Również w mieście takie działania mogą mieć miejsce! Niezależnie od tego czy mamy do dyspozycji własny skwarek ziemi czy też nie. Odnosząc się do treści artykułu, w Warszawie podobno są już grupy osób, które wspólnie uprawiają porzucone działki, a zebrane plony dzielone są proporcjonalnie do wkładu pracy. Co więcej, wspólną inicjatywę zaczynają wspierać różne instytucje - chociażby Służewski Dom Kultury w Warszawie, który w tym sezonie udostępnił dla sąsiadów wspólny warzywniak.
    Nie wiem z czego to wynika, być może z faktu, że lubię czerpać satysfakcję z czegoś co powstało dzięki pracy moich rąk, ale jestem wielką zwolenniczką takich zmian. W pełni popieram również działania społeczne, które poniekąd "zmuszają" do pracy grupowej, nawiązywania kontaktów i przede wszystkim uczenia się życzliwości względem drugiej osoby, czego tak naprawdę w polskim społeczeństwie brakuje. W końcu o wiele przyjemniej żyje się wśród ludzi, którzy życzą nam dobrze, wspierają nas i pomagają niż na każdym kroku doszukiwać się nieprzyjemności i obawiać się zła czyhającego tuż za rogiem, tylko dlatego, że ciężko jest nam się wysilić na choćby jeden uśmiech skierowany do drugiego człowieka.

Bajka o chłopcu, który miał marzenie (ostrzeżenie przed zawieraniem umów!)

www.wkinach.eu
Ktoś mi dzisiaj opowiedział "piękną" bajkę - zadzwonił do mnie Dominik, którego znam od około roku. Poznaliśmy się na akademii biznesu zorganizowanej przez pewną firmę sygnowaną przez pewien znany bank. Tuż po odebraniu od niego telefonu dzisiejszego ranka, usłyszałam "radosny" głos Dominika i pytanie czy chcę usłyszeć bajkę. Odpowiedziałam, że owszem, a brzmiała ona tak:

Był sobie kiedyś chłopiec. Miał on marzenie aby otworzyć firmę transportową. Aż pewnego dnia odkrył pewną inicjatywę, program skupiający młodych i tych doświadczonych, mających pomysł na biznes lecz nie posiadających wystarczających funduszy na rozpoczęcie firmy. Postanowił więc przystąpić do programu, wziąć udział w konkursie, który miał wyłonić finalistów i otrzymać piękną kwotę pieniędzy, która miała sięgać nawet 250 tys zł. Po jakimś czasie okazało się, że mu się udało! Dostał się do finału wraz z kilkoma innymi osobami i takim sposobem trafił do grupy osób, które wpakowały się w niezłe... g...wno.

Niestety historia Dominika to również moja historia, a także wielu innych osób, firm, którym zapewniano fundusze, pomoc, wsparcie specjalistów, szkolenia i wiele innych pierdół, których nie było. Zamiast tego otrzymaliśmy możliwość uzyskania kredytu, kilka spotkań z pseudo-specjalistami, a także masę problemów, kosztów i zszarganych nerwów.
Udzielono nam kredytu z otwartą linią do 250 tys złotych... W rezultacie nie mieliśmy możliwości sięgnięcia po określone nawet w biznesplanie pieniądze, bo "wspólnik" cały czas ingerował we wszelkie decyzje podejmowane przez nas, czyli osoby niby decyzyjne w spółkach...
Odgórnie również przydzielono nam księgowość... Matko kochana, nigdy w życiu nie widzieliśmy takiej zgrai niekompetentnych, niedoświadczonych osób, które za nic miały sobie nasze potrzeby, dbałość o dokumenty. Idealnie za to firma ta potrafi wystawiać faktury na kwoty, które spokojnie wystarczyłyby na zatrudnienie sobie prywatnego księgowego na etat...
Ciągłe ograniczenia ze strony wspólnika, jakim była spółka z ramienia wspomnianej wyżej inicjatywy, doprowadzały do upadku zamiast do rozwoju naszych firm. Każdy z "finalistów" przez ostatni rok przeżył więcej złego niż dobrego z tego tytułu, a marzenie o posiadaniu dobrze prosperującej działalności trysnęło jak bańka mydlana.

Zawieranie umów
Pomimo, że wiele osób skonsultowało swoje umowy z prawnikami, nikt nie pomyślał o tym aby podpisać dodatkowe umowy, które w klarowny sposób opisywałyby ewentualne rozejście. I to był jeden z błędów, które popełniliśmy już na samym wstępie. Jednak nikt nie spodziewał się, że tak szybko będziemy chcieli raz na zawsze zerwać wszelkie kontakty z wspólnikiem i pozostać jedynie przy kredycie, który mimo tego, że jest na nas to i tak jest dla nas niedostępny.

Okazało się w trakcie, że nie tylko my postanowiliśmy oderwać się od naszego pasożyta. Również pracownicy, którzy odpowiedzialni byli za nasze spółki odchodzili w szybkim tempie z tej firmy, co jak się później okazało było nie tylko dobrą ale i znakomitą decyzją w ich życiu. Niektórzy do dzisiaj nie mogą znaleźć nowej pracy ale podczas prywatnych rozmów wydają się być rozluźnieni i przyznają, że ten okres karencji przez rozpoczęciem nowej pracy wyjątkowo dobrze na nich działa, bo również oni poddani byli masie nerwów, które im zapewniano na co dzień.

Koniec końców
Wydawać by się mogło, że podpisanie uchwały rozejścia spółki i kilku dokumentów to już zwiastun szybkiego końca problemów... Jakże się można łatwo pomylić! Cała procedura, brak kontaktu z ludźmi odpowiedzialnymi za dokumenty... To wszystko może trwać wieczność.

Pewna jestem jednak, że każde doświadczenie uczy nas czegoś nowego. Przykładowo tego, że:
1. łatwo wziąć kredyt, trudniej go spłacić (szczególnie przy trudnościach od nas niezależnych)
2. bez względu na wielkość i renomę firmy, nie zawsze mogą tam pracować ludzie kompetentni
3. najlepsza księgowa to tylko ta sprawdzona
4. urząd skarbowy nie musi być zły i niedobry
5. przyjaciół poznaje się w biedzie!

i wiele, wiele innych...

Własny biznes
Są firmy, które zaczynały z niewielkim budżetem ale za to z pomysłem i ogromnym zapałem. Są też takie, które wpakowały ogromne pieniądze i najzwyczajniej w świecie je utopiły. Jednak grunt to nie poddawać się i mimo przeciwności losu brnąć dalej, a może w końcu los się do nas uśmiechnie, a praca zostanie wynagrodzona. Brak motywacji może być czymś strasznym przy nawale problemów, telefonach z windykacji i ciągłemu braku gotówki. Jednakże nie można pozwolić sobie na zupełną rezygnację, odpuszczenie sobie, rzucenie wszystkiego w cholerę. Niczego dobrego z tego nie będzie, a tylko narośnie więcej problemów, które jeszcze trudniej będzie przezwyciężyć.

W końcu co robi dziecko kiedy się przewróci? Płacze ale też podnosi się i idzie dalej. Czasami więc może warto zebrać resztki sił i podnieść się po raz kolejny, a być może któregoś dnia obudzimy się z myślą:

"udało się"

It's my 25th birthday! Już jestem stara.

No i stało się.
Ćwierćwiecze nadeszło wielkimi krokami, a jedyne pytanie jakie pada tuż po złożeniu życzeń to:
 "I jak się czujesz mając 25 lat?" Odpowiadam szczerze - staro.


Pomyśleć, że jeszcze kiedyś myślałam, że w wieku 25 lat wszystko już będzie w moim życiu uporządkowane, zapięte na ostatni guzik, a jednak rzeczywistość potrafi spłatać figla. Choć i tak bardzo narzekać nie mogę. Wiele spraw powoli wraca na właściwe tory. Ale jak to mówią, zdrowie najważniejsze, moje ostatnio mi nie dokucza więc chyba to co najbardziej istotne - jest. 

Ostatni rok również pozytywnie zaskoczył mnie stawiając mi na drodze mojego ukochanego mężczyznę, który nie wytrzymał i już wczoraj wręczył mi prezent urodzinowy, z życzeniami aby moje plany zawodowe wreszcie się urzeczywistniły <3
Także teraz Kochany, wspieraj mnie i pomagaj aby wszystko się udało :P


Ale z jednego jestem zadowolona - w wieku 20 lat wymyśliłam sobie, że do 25 roku życia kupię sobie mercedesa, kupiłam. Ale na 21 urodziny ;) To teraz wypadałoby po 4 latach zastanowić się nad nowym nabytkiem... Albo nad nowymi, lepszymi postanowieniami :) bo w realizacji marzeń jestem skuteczna nawet nad wyraz.

Czekam jeszcze na tort urodzinowy, bo życzenia dostaję od samego rana i co najmilsze z tego wszystkiego, przynajmniej brzmią szczerze :) 

PS. Torcik podejrzałam - mała niespodzianka od rodziców :)




Nowy członek rodziny || 5 dzień diety - 4 kg mniej

Jeszcze wczoraj wieczorem w naszych skromnych progach pojawił się nowy członek rodziny - mała miesięczna kotka. Z przerażeniem odbieraliśmy ją z rąk właściciela - kotka jest troszkę "zabiedzona" ale bez problemu odnalazła się w nowym miejscu, nie sprawiając większego problemu.
Nawet pierwsza noc, poza tuptającymi łapkami po głowie nie należała do najgorszych, choć około 3 nad ranem kicia dała głośno znać, że jest już głodna i pora ją nie interesuje.


Jak się okazuje, mała nie tylko na nas zrobiła wrażenie, jeszcze wczoraj skradła serca dziewczynom z zoologicznego, które do zakupów postanowiły sprezentować nam wyprawkę i tym sposobem nasza niunia zyskała m.in. ceramiczną miseczkę oraz dużą puszkę na suchą karmę od Royal Canin, niezbędne akcesoria do kuwety, zabaweczkę, a także solidny rabat na zakupy.


Początki w nowym miejscu były nad wyraz zabawne, kicia poruszała się po mieszkaniu w dużej mierze bokiem albo wysoko stawiając tylne łapki, co tylko uwydatniało jej puszyste portki.


Jednak już po kilku minutach kotka się przyzwyczaiła, zdobyła łóżko, oznajmiając wszem i wobec, że miejsce od spania zostało odkryte :)
A w tej chwili, mała zasnęła w pozycji pół zwisającej mojego ramienia, bo jak się okazuje - tutaj najbezpieczniej.

Ciekawe tylko jak nowego członka rodziny przyjmie Zuzanna, moja ukochana dwuletnia suczka West Highland White Terrier, która nie dość, że jest o mnie zazdrosna na wskroś to jeszcze słowo "kot" natychmiastowo ją pobudza...

Czas pokaże, może jej nie zeżre :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

07.04.2014 - właśnie trwa 5 dzień diety. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się żadnych efektów, w końcu mój organizm ma tendencję do zatrzymywania wody, a wszelkie diety generalnie miał w głębokim poważaniu. A póki co, malutkie zaskoczenie - organizm nadal zatrzymuje wodę ale waga pokazuje o 4 kg mniej.

Mam nadzieję, że to nie jest chwilowe i za jakiś czas pożądany efekt będzie widoczny, a jeśli nie...

z sieci

z sieci

:)

Orzeźwiający koktajl arbuzowo ananasowy!

Mam nadzieję, że lubicie letnie propozycje :) Ja się wczoraj rozkoszowałam truskawkowym frappuccino ze Starbucksa.. było wyjątkowo lodowate więc idealne na wczorajszy cieplusieńki dzień :) Za to dzisiaj serwuję dla Was koktajl arbuzowo ananasowy z dodatkiem lodów śmietankowych i mleka 0.5%


składniki: 1/2 świeżego ananasa, miąższ arbuza bez pestek (tyle co zmieści się w szklance), 1/2 szkl. mleka 0.5%, 80g lodów śmietankowych

wykonanie: Wszystkie składniki wrzucamy do blendera i dokładnie rozdrabniamy. Gotowy koktajl przelewamy do wysokich szklanek - możemy przyozdobić palemkami, plastrem ananasa i poczuć się jak na wakacjach :-)

PS. Możecie również całość zmiksować z kostkami lodu!

zdjęcie z sieci
Czujecie już ten klimat? :-)

Zupa z soczewicy firmy SYS oraz testowanie form ze sklepu garneczki.pl

Dzisiejszy wpis postanowiłam poświęcić produktom firmy SYS oraz formom ze sklepu garneczki.pl.
Jakiś czas temu poprosiłam firmę SYS o udostępnienie mi swoich produktów w celu przetestowania i, być może, odkrycia nowych smaków. Firma SYS od 1990 roku zajmuje się uprawą i suszeniem warzyw, czego możemy dowiedzieć się ze strony internetowej. Pierwszy raz produkty tej w firmy wpadły mi w oko podczas szybkich zakupów w sklepie. Szukałam wówczas kaszy gryczanej z myślą o przyrządzeniu kaszy z duszonymi pieczarkami. Ku mojemu zdziwieniu znalazłam "kaszę gryczaną z grzybami" z serii Dania Babci Zosi. Oczywiście produkt kupiłam i tylko po powrocie do domu wzięłam się za przygtowanie - od razu zaskoczyła mnie funkcjonalność związana z zapakowaniem kaszy: w opakowaniu znajdują się dwie osobne torebeczki (całe opakowanie 250g). Ogólnie rzecz biorąc, produkt, mimo dość wygórowanej ceny,  mogłabym ocenić na 5+. Dzisiaj mam dla Was jednak inny produkt, mianowicie, zupę z soczewicy.
Produkt po przygotowaniu według instrukcji na opakowaniu jest dość mdły, jednak nie ma co się zrażać - jest za to całkiem dobrą bazą do przygotowania ciekawej zupki z dodatkiem soczewicy: wystarczy wodę z instrukcji zastąpić aromatycznym bulionem, dodać starte na tarce warzywa (marchewka, pietruszka), dodać lane kluseczki bądź pokrojone w kostkę ziemniaki i gotować. Osobiście wybrałam kluseczki, a na koniec zaprawiłam zupę śmietaną, co sugeruje producent, oraz dodałam odrobinę koperku.




A teraz czas zmienić temat - sklep internetowy garneczki.pl przesłał mi do przetestowania świetną, rozsuwaną formę do tortów, w związku z czym mam możliwość wyboru jakiej wielkości biszkopt zamierzam upiec bez konieczności wyciągania różnej wielkości blach. Dodatkowo otrzymałam formę silikonową idealną do przygotowania czekoladek z nadzieniem. Wkrótce relacja z przygotowanych słodkości, a tymczasem przedstawiam produkty:



Rozwiązanie konkursu o czekoladzie :)

Pół dnia zastanawiałam się, który z opisów czekoladowych przysmaków najbardziej dotarł do mojej wyobraźni... Pół dnia, bo aż tyle potrzebowałam aby wybrać ten najlepszy, najbardziej apetyczny... W końcu zdjęcia, same w sobie, miały być tylko dodatkiem, zwieńczeniem tego co powstało w wyobraźni, a nie na odwrót :)

Dlatego też moja decyzja została podjęta wyłącznie po przeczytaniu opisów :) zdjęcia obejrzałam w formie "deseru".



W związku z tym, zwyciężczynią konkursu zostaje...

Ania Liniewska z bloga Raz a dobrze! z opisem Tarty czekoladowej z truskawkami!

Ani serdecznie gratuluję, a pozostałym uczestniczkom ogromnie dziękuję za udział w konkursie i liczę na to, że wkrótce spotkamy się ponownie! :) Być może wówczas nagroda będzie równie słodka! Także zachęcam do częstego zaglądania :)

Pozdrawiam,
Monika - Maxymonium kulinarne



Chatka Baby Jagi wyróżniona!

Mój domek z piernika, który znajdziecie tutaj został wyróżniony w akcji "Domek z piernika" organizowanej przez  http://eksperymenty-kuchenne.blogspot.com/!

Organizatorom serdecznie dziękuję za wspólną zabawę i mam nadzieję, że... spotkamy się w przyszłym roku! :)




Czekolada. Konkurs!

Biorąc pod uwagę, że pod względem konkursów ostatnio u mnie cicho postanowiłam stworzyć Wam okazję do zdobycia książki dumnie zatytułowanej: "Czekolada".



Zasady konkursu:
1. Należy być fanem 'Maxymonium kulinarne' na facebooku (https://www.facebook.com/maxymonium)
2. Zadaniem jest opowiedzenie w kilku zdaniach o najlepszym deserze czekoladowym jaki mieliście okazję jeść bądź daniu wykorzystującym w swym przepisie jako główny składnik czekoladę. Można załączyć zdjęcie dla większego pobudzenia również mojego apetytu :)
3. Zgłoszenie należy przesłać na e-mail: maxymonium@gmail.com. Zgłoszenie musi zawierać: Kilka zdań na temat deseru/potrawy, której głównym składnikiem jest czekolada, imię i nazwisko, link do Waszego bloga.
4. Udział mogą wziąć osoby zamieszkujące na terenie Polski.
5. Czas trwania konkursu: 06.01.2013- 08.01.2013 godz. 23:59.

Najbardziej interesujący opis zostanie nagrodzony książką "Czekolada" o bardzo apetycznym wnętrzu!


Myślami we Włoszech... Nigellissima. I bądźcie ze mnie dumni!

Każdego roku pojawia się  u mnie ogromna chęć wyjazdu do Włoch, w których nie byłam... dobrych 9 lat. Jednak do dzisiejszego dnia pamiętam smaki jakie towarzyszyły mojej podróży, rozkrzyczanych i uśmiechniętych Włochów ( w końcu Włoszki były w mniejszym stopniu obiektem mojego zainteresowania :) ), gorące dni jak i gorące noce, w końcu życie na ulicach tętniło właśnie nocami! Ulice rozświetlone mnóstwem latarni, lampionów, muzyka wydobywająca się prawie z każdego miejsca... To wszystko nadal krąży w mojej głowie! A do tego cudowna włoska kuchnia! I nawet lody włoskie, nakładane wielką szuflą z pojemników.. Coś niesamowitego! Choćby dla takich wspomnień warto raz jeszcze wybrać się w te niezapomniane zakątki.

I choć Nigella Lawson, brytyjska dziennikarka, a zarazem autorka kilku książek kucharskich ma zarówno swoich fanów jak i antyfanów to jedno jest pewne - włoska kuchnia warta jest zauważenia i poświęcenia jej większej uwagi.


Książka "Włoskie inspiracje. Nigella Lawson" rozpoczyna się oczywiście... od makaronów. I tutaj już mogłabym najchętniej zakończyć :) Makarony są moją słabością i gdyby wytrzymali to moi domownicy - makaron rządziłby w kuchni każdego dnia. Niektórzy mają jednak swoje granice i nie do końca rozumieją moją makaronową fascynację :)



Nigella jednak, jak widać, rozumie czym taki makaron może być dla duszy i, na moje szczęście, poświęca im kilkadziesiąt stron, uwieńczonych smakowitymi zdjęciami...







Kolejne rozdziały poświęcone są zarówno potrawom mięsnym jak i typowo warzywnym. Całość książki zostaje jednak podsumowana słodkościami oraz propozycjami bożonarodzeniowymi :) Moim domownikom szczególnie przypadła do gustu jagnięcina na rukoli ;) Podejrzewam, że gdyby tylko była w domu to natychmiast byłaby przyrządzana :)
Ja natomiast zwróciłam uwagę na chlebek bananowy, który przywiódł mi na myśl szybkie ciasto bananowe... ;)










Zdjęcia pochodzą z książki "Włoskie inspiracje. Nigella Lawson" opatrzone gdzieniegdzie moimi palcami :) A wszystko powstało za sprawą znacznego pobudzenia wieczornego :) Ot takie małe natchnienie, które zaowocowało jeszcze czymś... ale o tym dalej!

Czyli co wyszło z natchnienia :)

Otóż, w związku z tym, że ostatnio cierpię na nadmiar wolnego czasu (niestety), studia chwilowo zawieszone, brak pracy i mogłabym tak wymieniać bez końca... Postanowiłam coś z sobą zrobić. Książki pisane do szuflady pewnie jeszcze długo tam pozostaną, mimo tego zaczęłam dzisiaj przeglądać ogłoszenia z działu "praca - media" i znalazłam interesujące ogłoszenie dotyczące współpracy z pewnym portalem... Niewiele myśląc, a dokładnie pod wpływem chwili, napisałam próbny tekst zgodny z oczekiwaniami i wiecie co się stało? Jeszcze po 23 otrzymałam maila z pozytywną odpowiedzią i od dzisiaj będę pisać :)
Sprawa jest dosyć świeża więc dalszych informacji nie podaje ale daję słowo, jest to najlepsza wiadomość jaką otrzymałam w ostatnim czasie i mogę śmiało stwierdzić, że 2013 rok rozpoczął się bardzo pozytywnie! Oby tak dalej! :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...